Wraz z obecną generacją PlayStation mieliście już zapewne okazję, aby wypróbować zimne ostrze Ryu Hayabusy, do tego zaliczyć mroczną wędrówkę po dantejskich kręgach piekła oraz skopać tyłki w szalonym stylu dzikiej Bayonetty. Mieliście wszystko to, co wielbiciele slasherów kochają najbardziej – moc, tabuny przeciwników i krwawą jatkę. Teraz musicie o tym wszystkim po prostu zapomnieć… i to raz na zawsze. Nadchodzi Duch Sparty…

Rapture obejdzie się z Tobą bez zbędnych ceregieli, na wstępie wypłacając strzał w głowę i pozbawiając przytomności na... 10 lat. Nie rozglądaj się za kołem ratunkowym – tu go nie znajdziesz. Choć fabularnie jest to zupełnie odrębna historia i nie wymaga biegłej znajomości scenariusza pierwszej części gry, tak brak jakiegokolwiek wprowadzenia w realia doprowadzi zapewne do zagubienia nowych w temacie. Gdzie jesteś? Co tu robisz? I co tutaj do cholery się stało? CZYTAJ DALEJ »

>> Heavy Rain od samego początku kreowane było na grę, która wyznaczy nowe standardy i zaskoczy czymś, czego w historii gamingu jeszcze nie było. „Jak wiele jesteś w stanie zrobić, aby ocalić osobę, którą kochasz?” – brzmiał jeden ze sloganów, promujących produkcję Quantic Dream. Zapewniam Was już teraz, że moralnych rozterek, jakich dostarczy Wam Heavy Rain, nie uświadczycie w żadnej innej produkcji… W żadnej.

>>Dante's Inferno na długo przed premierą wzbudzało wśród graczy mieszane odczucia. Entuzjaści oczekiwali widowiskowego slashera w średniowiecznych klimatach, złośliwcy zaś nie mieli żadnych wątpliwości, że będzie to kalka przygód Kratosa. Co ciekawe, obie grupy miały w tym wypadku absolutną rację... Gotowi na poetycką podróż do piekła?
Nie da się ukryć, że wokół MAG-a zrobiło się sporo szumu i chyba nawet same Sony było zaskoczone zainteresowaniem Graczy. Jeśli spojrzeć na historię tego tytułu, to trzeba przyznać, że początkowo reakcje były cokolwiek chłodne, ale w miarę jak pojawiały się materiały z rozgrywki, to oczekiwania rosły i w ostatnich tygodniach wszyscy spodziewali się hita. Żeby daleko nie szukać, wystarczy wspomnieć wręcz entuzjastyczne reakcje na publikowane w Sieci filmiki. Czyżby Sony ponownie udało się wprowadzić na rynek nowy, porządny brand na wyłączność? A może MAG, to jeden wielki niewypał?
>> Pomyśl o stu kilogramach żywego, kipiącego ze złości mięcha. O wielkim jak dąb najemniku, uzbrojonym w spluwy, o jakich Rambo mógłby tylko pomarzyć. Wyobraź sobie bezpardonową zadymę, kupę strzelania i hordy mięsa armatniego, które czekają tylko na to, aby nawinąć się pod lufę. Łapiesz klimat? No dobra, to teraz zgadaj się z kumplem z osiedla, namów go do chwycenia za pad i pomnóż to wszystko razy dwa. Co Ci wtedy wyjdzie? No jasne! Nowa część Army of Two!

>> Biuro turystyczne PS3 Site proponuje dziś fascynujący powrót do przeszłości. Cofnijmy się o sześć lat wstecz by na własne oczy zobaczyć, jak niegdyś prezentowało się Call of Duty. Posiadacze konsol nigdy nie mieli okazji zakosztowania tej wspaniałej produkcji na swoich systemach, a jest ku temu pierwsza i zarazem niepowtarzalna okazja. Menażki w dłoń, hełm na łeb i w drogę!
CZYTAJ DALEJ »

>> Jest taki obszar na Atlantyku, który od wielu lat cieszy się złą sławą, wzbudzając wśród wielbicieli zjawisk paranormalnych chorą fascynację. To właśnie Trójkąt Bermudzki położony między Miami, Puerto Rico i Bermudami jest źródłem katastrof lotniczych, zniknięć statków i tajemniczych znaków na niebie, o których pisał nawet Krzysztof Kolumb. Jedni przypisują to anomaliom atmosferycznym, inni potworom morskim, zaś Ci najbardziej szaleni opowiadają o czarnej dziurze, w której czają się przybysze z kosmosu polujący na żeglujących tam rybaków. Widać w Capcom komuś bardzo spodobał się ten pomysł, bo Dark Void osadzony został w podobnych realiach, chodź główny bohater z rybakiem ma niewiele wspólnego...

>> Masa dyscyplin, niesamowita grywalność, zarwane noce i ogromne odciski powstałe od naparzania w guziki to atrakcje, jakie dostarczały nam kultowe wydania elektronicznych olimpiad na konsole. Szkoda, że jest to już tylko melodia przeszłości...
>> Darksiders już od pierwszych zapowiedzi stało raczej w cieniu ponętnych kształtów Bayonetty. Tyłek kruczowłosej lasencji wbił się w świadomość graczy tak głęboko, że prawie zapomnieliśmy o tytule Vigil Games. Tymczasem okazuje się, że to kawał naprawdę świetnie doprawionego mięska, które w większości aspektów może bez kompleksów konkurować z przygodami Bayonetki. A momentami nawet ją przewyższa, czego przed premierą żaden prorok by się raczej nie spodziewał. Szok.

>> Czy zastanawialiście się kiedyś, co może łączyć australijskich rzeźników z ponętną Bayonettą? Ja też nie, ale jak się okazuje łączy ich więcej niż się nam wydaje. Według badań, Ci pierwsi są bardzo zadowoleni ze swojego fachu, co z kolei wpływa pozytywnie na ich potencję. Przemoc i seks to również dwa elementy, które będą nam towarzyszyć non stop, podczas przygody z Bayonettą...
CZYTAJ DALEJ »

>> Znacie Jigsawa? Psychopatycznego mordercę szanującego ponad wszystko prawdziwą wartość życia. Wystąpił w sześciu odsłonach filmowej "Piły" ("Saw"). Tak, chodzi o ten makabryczny "serial", który od 6 lat coraz mniej straszy, coraz bardziej zniesmacza widzów dużego ekranu. Co, nie widzieliście żadnej części "Piły"? Hm, ciężko mi ją Wam polecić...
CZYTAJ DALEJ »
![]()
>> James Cameron nad Avatarem pracował dwanaście lat, a pierwszy film 3D zaatakuje kina już jutro. Developerzy z Ubisoftu na sklecenie growego odpowiednika mieli mniej czasu, a zapał z jakim podchodzili do pracy pozwalał mieć nadzieję, że wyjdzie z tego coś więcej niż miałki tytuł oparty o licencję. Jak jest w istocie?

>> Dobre, zachodnie RPG jest stosunkową rzadkością na konsolach. Dragon Age: Początek miał za zadanie zmienić ten stan rzeczy. Chłopaki z BioWare niejedną legendę gier fabularnych mają na swoim koncie, toteż oczekiwania Graczy były duże. Dodatkowo zajawkę podsycały śmiałe przechwałki twórców, pewnych swojego najnowszego dziecka. Życie nie raz pokazuje jednak, że przerost ambicji nad umiejętnościami bywa zgubny. Czy Dragon Age, jak to obiecywał developer, stał się bestią pożerającą konkurencję? A może to tylko kawał spasłego jaszczura, który zjadł własny ogon?

>> Jeśli słysząc o grze w realiach II Wojny Światowej odwracasz się na pięcie w obawie przed kolejnym wyświechtanym FPS'em, teraz wstrzymaj się choć przez chwilę. Co prawda w The Saboteur również wycinamy nazistów, ale to nie FPS jeno sandbox pełną gębą. Zapowiada się zatem obiecująco, ale czy jakość ostatniej produkcji Pandemic Studios nie była jednym z gwoździ do trumny niedawno zamkniętego studia?
![]()
>> Przynajmniej trzy gry z cyklu PixelJunk można uznać za produkcje bardzo dobre. A posiadając wiedzę, że Racers nie zostało ciepło przyjęte przez Graczy łatwo dojdziemy do konkluzji, że Shooter znajduje się we wcześniej wspomnianej trójce. I tak jest w istocie.

>> Amerykanie to dziwny naród. W domu legalnie trzymają M-16, tuczą się żarciem z fast foodów i pasjonują dziwnymi sportami. Jednym z nich jest futbol amerykański, a niska popularność tej dyscypliny w Europie nie przeszkodziła EA Sports w wydaniu Maddena Arcade również u nas. Złapałem zatem jajowatą gałę i postanowiłem zdobyć kilka przyłożeń.

Moda na retro w grach wideo rozszalała się na dobre. To dobrze, bo czasem zdarzy się, że dawno zapomniany, stary patent w nowym, current-genowym wydaniu staje się istnym huraganem świeżości. Czasem jest to tylko zwykła podręcznikowa reanimacja staruszka, która owszem, przysporzy trochę rozrywki, ale tylko wąskiej grupie odbiorców, którym na dźwięk słowa hardkor pocą się oczy. Gravity Crash to właśnie taki reanimowany hardkor w czystej formie. Z wszystkimi swoimi zaletami i wadami.
CZYTAJ DALEJ »

>>Przed wami gra, w której będziemy mieli okazję wziąć udział w niesamowitej przygodzie, ratując świat od inwazji galaretek i serków tofu. Nasz główny bohater, nastolatek o zielonych, bujnych włosach oraz uroczym, dziewczęcym głosie, wraz z drużyną równie uroczych towarzyszy… zaraz! Wróć! Trochę się rozpędziłem. Przecież Demon’s Souls – RPG stworzony przez Japończyków nie ma prawie żadnych elementów typowych dla japońskich erpegów, o których mowa powyżej. Szczerze powiedziawszy, jest to jedna z najbardziej nie-japońskich gier, na jaką w ostatnim czasie pozwolili sobie skośnoocy developerzy.




























