
>> Masa dyscyplin, niesamowita grywalność, zarwane noce i ogromne odciski powstałe od naparzania w guziki to atrakcje, jakie dostarczały nam kultowe wydania elektronicznych olimpiad na konsole. Szkoda, że jest to już tylko melodia przeszłości...
Vancouver 2010 to gra, która mnie zafascynowała. Niesamowite jest to ile wysiłku włożyli producenci gry, by zniechęcić nas do zimowych igrzysk olimpijskich. 14 konkurencji, o których autorzy dumnie nas informują możemy podzielić przez 2 i odjąć 3, bo ich zróżnicowanie polega przeważnie na takich szczegółach jak zamiana nart na „deskę". W większość z nich praktycznie nie da się grać (bobsleje, narciarstwo alpejskie) a te, które są w stanie jakoś nas zainteresować (skicross) nudzą się po niespełna kilku minutach. Największe nadzieje budziły we mnie skoki narciarskie, jednak biada wszystkich naiwnym, którzy poszli tą samą drogą. Więcej radości dawał nam stworzony domowym nakładem sił „Małysz”, w którego zagrywaliśmy się w zimowe wieczory na ekranach pecetów niż ta „mega-produkcja”, za którą zabulić trzeba prawie 200 złotych.

Najbardziej zdumiewająca jest jednak zawartość olimpiady w olimpiadzie. Z jednej strony mamy licencję na nazwę i logo, z drugiej brak choćby jednego zawodnika znanego ze stoków narciarskich. Na czym polega, więc tryb kariery? Praktycznie na tym samym, co trening. Zaliczamy kolejne dyscypliny przypadkowymi zawodnikami czekając na jakiś cud, który niestety nie nadchodzi. Brak jakiejkolwiek klasyfikacji medalowej dającej nam motywacje do dalszej gry, to już gwóźdź do trumny, który w najlepszym wypadku wbijemy po 4 godzinach wątpliwej zabawy. Acha jest jeszcze tryb multiplayer, ale nie sądzę byście znaleźli desperatów chcących marnować swój cenny czas na tego crapa. Oprawa graficzna to przy reszcie elementów prawdziwy rarytas, jednak nie jest ona w stanie poprawić obrazu nędzy i rozpaczy, jaki zaserwowała nam Sega w duecie z Eurocomem.

Przestrzegam Cię więc drogi graczu przed tym tytułem, chyba, że chcesz sprawić komuś niechciany prezent, tudzież moralną krzywdę. Więcej frajdy przyniesie Ci wygrzebanie starych sanek z piwnicy i zjazd z osiedlowej górki niż obcowanie z Vancouver 2010. [guger]
platforma: PlayStation 3
nośnik: Blu-ray Disc
HDD: brak instalacji
developer: Eurocom
wydawca:Sega
gatunek:sportowa
premiera: 12.01.2010
Lokalizacja: brak
PEGI: 3+
gracze: offline 1-4, online 1-4
zalety: znośna grafika
wady: nie starczyłoby miejsca
WERDYKT: 4-
Podobne wpisy:
- Aktualizacja PS Store 14/07/10 (EU)- Kosa Dantego czyni cuda
- Alternatywa dla FIFA / PES?
- PS3site TV: Dante’s Inferno
- Uncharted 2 oceniony przez IGN i GamesRadare





























11 odpowiedzi do wpisu “Recenzja: Vancouver 2010 (PS3)”
'zabulić 200 złoty' czy ZŁOTYCH ... ??
W końcu SEGA.Co tu się wiele spodziewać?
Z tego co pamiętam, to każda gra na bazie Igrzysk Olimpijskich była niewypałem, nieważne czy letnich czy zimowych, więc nie ma co się tu użalać
Tak na marginesie, pisze się 'aha' a nie 'acha'
Byku - poprawnie jest "acha"
poprawnie jest 'a ha'
http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2439013 - Nie no 'awqueek' - mocarz jesteś, może zamiast gier i pouczania innych warto sięgnąć po słownik ??
W sumie zostalem nauczony na j. polskim w szkole - sam dawniej pisalem "aha" :S I jak tu wierzyc nauczycielom, ehh...prosze o wybaczenie mi mojego grzechu
Nie wiem czy pamietacie ale bardzo bardzo dawno na pc-tach były sobie takie 2 gry winter i summer olimpics to było coś nie to co te crapy teraz blee
dokładnie winter i summer olympic to byly czasy
Wie ktoś jak skakać na demku z amerykańskiego psn tej gry? Nie mam pojecia jak sie wybic z progu.
Osoba piszaca ta recenzje chyba nie za bardzo ma pojecie o czym wogole pisala, sam spedzilem z ta gra wiele godzin (ktorych nie zaluje) i przyznaje ze gra posiada wiele elementow wymagajacych poprawy ale bez przesady tragedii nie ma(czytaj Pekin 2008) a dla osob lubiacych sporty zimowe to jest naprawde atrakcyjny tytuł. Dlatego nie zniechecajcie sie ta recenzja bo niestety ale jest tu wypisane kilka znaczacych bzdur, na podstawie dwoch maksymalnie trzech godzin gry. Na koniec ciekawe stwierdzenie z powyzszej recencji "W większość z nich praktycznie nie da się grać (bobsleje, narciarstwo alpejskie)" MOWA OCZYWISCIE O DYSCYPLINACH ALE TEGO CHYBA NIE TRZEBA KOMENTOWAC, dodam tylko ze posiadam platyne w tej grze
:D PZDR
Chcesz, żeby przy twoim komentarzu też pojawił się avatar? Wgraj swój obrazek na Gravatar.com. Pamiętaj, aby podać ten sam adres e-mail, który podajesz w formularzu wysyłania komentarza.