
>> „Większość zachodnich recenzentów krytykuje Final Fantasy XIII ponieważ pierwsza połowa gry jest liniowa. My jednak mieliśmy historię do opowiedzenia i ważne było, aby gracz zżył się z postaciami... Sądzimy, że recenzenci patrzą na Final Fantasy XIII z zachodniego punktu widzenia. Większość zachodnich RPG-ów wrzuca cię do wielkiego, otwartego świata i pozwala robić, co tylko zachcesz. To bardzo trudne by opowiedzieć spójną historię, kiedy dajesz graczom zbyt dużo wolności" - Yoshinori Kitase, producent Final Fantasy XIII.
Pusta w środku...
Seria Final Fantasy nigdy nie aspirowała do miana sandboxa i w porównaniu z zachodnimi RPG-ami była bardzo liniowa, skupiając się przede wszystkim na fabule, złożonych relacjach między bohaterami oraz wykreowaniu wspaniałego świata, dzięki któremu cała historia nabierała kolorytu i głębi. Teoretycznie więc moglibyśmy zgodzić się z wyżej cytowanymi słowami i przyklasnąć włodarzom Square Enix. Teoretycznie, bo "trzynastka" mimo iż fabularnie nie zawodzi a relacje między bohaterami oddano jak zwykle w mistrzowski sposób, zniknęła gdzieś magia tytułu i głębia otaczającego nas świata. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka, ale zacznijmy od tych najbardziej widocznych...

Praktycznie zaraz po premierze w Internecie pojawiły się informacje, że gra nawet jak na jRPG-owe standardy jest do bólu liniowa. Argumenty te zbijali fanatyczni obrońcy serii, którzy twierdzili, że Final Fantasy zawsze takie było. Niestety tym razem prawda nie leży po środku i z wielkim bólem muszę przyznać rację tym pierwszym. To co zrobiło Square Enix to już lekka przesada. Na wstawkach filmowych, które jak zwykle prezentują się oszałamiająco, widzimy rozległe obszary, przepiękne miasta oraz całe kompleksy zapomnianych cywilizacji. Wszystko to jednak tylko iluzja, bo po każdej takiej sekwencji wracamy na proste plansze, które równie dobrze sprawdziłyby się w jakimś futurystycznych racerze. Nie zrozumcie mnie źle. Wszystko wygląda naprawdę pięknie, ale ile można podróżować po mapach, w których praktycznie każda odnoga kończy się po chwili ślepym zaułkiem? Wrażenia te potęguje mapka, która jest namacalnym dowodem braku finezji w designie kolejnych lokacji. Żadnych dodatkowych miejscówek, żadnych subquestów, żadnych mini gierek. Jedyną atrakcją podczas wędrówki po schematycznych mapach są teksty rzucane od czasu do czasu przez naszych towarzyszy niedoli. Dodajcie do tego całą masę różnego rodzaju ograniczeń oraz największą zmorę odwiedzanych przestrzeni - niewidzialne ściany. Tym sposobem na jedne schody możemy wejść, na drugie już niekoniecznie, a tereny, które z pozoru wydają się łatwo dostępne, okazują się wpisanym w teren krajobrazem. To prawie jak lizanie cukierka przez szybę. I nawet tym widokiem musicie się zdążyć nacieszyć, ponieważ po ukończeniu gry producenci pozwolili nam wrócić tylko do lokacji dostępnych z dwóch ostatnich rozdziałach (wszystkich jest trzynaście).

Najbardziej zabawne są jednak chwile, w których scenariusz wymusza rozdzielenie się członków drużyny, skazując gracza na określony z góry skład. Mimo to, wiele osób twierdzi, że "trzynastkę" należy porównywać do dziesiątej odsłony serii, gdyż opiera się ona na podobnych założeniach i schemacie. Gdzie tu logika? Już pomijam fakt, że jeśli porównywać to z najlepszymi (a nie z tymi, którymi nam wygodniej), ale nawet w zestawieniu z dziesiątym Finalem, "trzynastka" przegrywa w przedbiegach. Przygody Tidusa i spółki miały Blitzball, Cloister of Trials, otwarte miasta, przydrożnych NPC-ów i mini-gierki, dzięki czemu mieliśmy złudne, ale dające masę satysfakcji poczucie, że otaczający nas świat żyje swoim rytmem. "Trzynastka" wykastrowana została ze wszystkich tych elementów a tłumaczenia producentów, że nie dało rady zaimpletować ich do gry, to jawne wciskanie kitu naiwnym graczom...

Ratunkiem dla niektórych z Was może okazać sie Grand Pulse, czyli przestrzeń, która do złudzenia przypomina Calm Lands z Final Fantasy X. To tutaj możemy w końcu dosiąść Chocobosa i poczuć wiatr we włosach galopując po okolicznych stepach. Szkoda tylko, że możliwość taką dostajemy dopiero pod koniec gry. Szybko okazuje się też, że teren wcale nie jest taki duży a jedyną jego atrakcją są subquesty polegające na ubijaniu kolejnych potworów. Jeśli bawi Was mozolne pakowanie drużyny i stawianie czoła coraz silniejszym przeciwnikom, to z pewnością znajdziecie tu coś dla siebie. Zapomnijcie jednak o jakichkolwiek zadaniach urozmaicających nam szlachtowanie kolejnych brzydali. Tych po prostu nie uświadczycie.
Najgorsze jest jednak to, że Final Fantasy XIII jawi się, jako produkcja dla casuali, którzy dopiero zaczynają swoją zabawę z jRPG-ami i wszystko trzeba im podać na talerzu. Zagadek praktycznie nie uświadczymy a jeśli pojawi się jakaś przeszkoda na naszej drodze, wciśnięcie iksa powinno załatwić sprawę. Przestawienie dźwigni bądź aktywacja przycisku to wszystko na co stać było w tej materii twórców gry. Zapomnijcie też o zwiedzaniu miejscowych sklepów w celu dobrania odpowiedniego ekwipunku. Producenci poszli nam na rękę i zakupów dokonać możemy przy każdym save poincie. Przez większość czasu miałem także wrażenia, że gra nie stanowi dla mnie praktycznie żadnego wyzwania. I nie chodzi tu o to, ze system walki jest słaby, bo jest wręcz przeciwnie (o tym za chwilę). Nie pamiętam za to, aby w jakiejkolwiek odsłonie Final Fantasy producenci pozwolili nam restartować walki w każdym momencie. "Trzynastka" daje nam taką możliwość już od samego początku zabawy. Jeśli coś nie idzie po naszej myśli, wystarczy spauzować walkę i wybrać opcję retry. Pamiętacie jak w FFVII przedzieraliśmy się przez pustynie uważając na cień ogromnego węża, z którym walka kończyła się albo śmiercią albo ucieczką z pola walki? A T-Rexa z FFVIII, na którego już na samym początku gry można było się natknąć w Balamb Garden? Przypomnijcie sobie ileż satysfakcji dawało nam pokonanie tego opcjonalnego gada. W "trzynastce" takich emocji doświadczycie dopiero po pokonaniu ostatniego bossa, co pozwoli Wam (po uprzednim dopakowaniu postaci) zmierzyć się z największymi kozakami na Grand Pulse.

... piękna na zewnątrz...
Wylałem już praktycznie wszystkie żale, więc czas napisać trochę o tych elementach, które wyciągnęły grę z otchłani przeciętności. Bo pomimo wyżej wymienionych wad to wciąż gra, w którą warto zainwestować swoje pieniądze. Zacznijmy od scenariusza, który już na samym starcie daje ogromnego kopa w zad i trzyma w napięciu przez kolejnych kilkanaście godzin. Niemal w biegu poznajemy piątkę z szóstki bohaterów, jakimi przyjdzie nam pokierować w „trzynastce” a wszystko w akompaniamencie prawdziwej wojny, w której mieszkańcy miasta Cocoon bronią się przed wysiedleniem na dzikie i niebezpieczne tereny Pulse. Powodem tej heroicznej decyzji podjętej przez rząd było podejrzenie wejścia w interakcje miejscowej ludności z istotami zwanymi fal’Cie. Jako, że kontakt taki kończy się najczęściej przemianą w l’Cie (niewolników fal’Cie), władze totalitarnego miasta Cocoon nie pieściły się specjalnie z obywatelami zarządzając eksmisję. W takich oto okolicznościach piątką bohaterów kierowana różnego rodzaju pobudkami staje się wrogami Cocoon - wspomnianymi l’Cie. Co to dla nich oznacza? Poza wytatuowaniem na ciele dziwnego znaku, każda z ofiar ma wyznaczony cel (tzw. focus), którego osiągniecie pozwala na życie wieczne i zamianę w kryształ. Problem w tym, że cel nigdy nie jest jasno sprecyzowany a każdy z bohaterów ma co do niego własną teorię. Dodajmy, że wypełnienie swojego „focusa" to jedyny sposób na ratunek, gdyż jego zignorowanie kończy się zamianą w zombii i niechlubną śmiercią...

Na pierwszy plan wysuwa się postać Lightning, która jak zapewniali twórcy, miała być kobiecą wersją Clouda. Nie do końca się to udało, bo naszej dziewoi zabrakło trochę charyzmy i bardziej złożonej osobowości, ale trzeba przyznać, że świetnie uzupełnia się z resztą drożyny. Jest tu narwany romantyk Snow, który na pierwszy rzut oka przypomina trochę Zella z FFVIII, jest też słodka i naiwna Vanille, przeżywający problemy rodzinne emo-chłopiec - Hope, seksowna i niezwykle pewna siebie Fang oraz czarnoskóry Sazh, pełniący rolę drużynowego błazna (co też wychodzi mu znakomicie). Mimo iż postacie działają w jednej drużynie, mają przeważnie zbieżne cele i poglądy, co prowadzi między nimi do nieustannych konfliktów i wymiany zdań. Dzięki temu gracz może ocenić sytuację z kilku perspektyw i poznać argumenty każdej ze stron. I na tym polu "trzynastka" sprawdza się znakomicie, co dobitnie udowadniają nam sceny, które z miejsca gwarantują efekt szklanych oczu. Niestety, położenie głównego nacisku na szóstkę naszych bohaterów, odbiło się czkawką w samej końcówce gry. Czemu autorzy gry nie postarali się o jakąś nietuzinkowa postać po złej stronie mocy? Przecież wrzucenie do scenariusza charyzmatycznego baddassa to jeden z kluczowych elementów pozwalających nam wsiąknąć w opowiadaną historię niemal do samego końca. Któż nie pałał rządzą zemsty, gdy Sephiroth zabijał niewinną kwiaciarkę? Ileż nerwów napsuł nam Kefka, który swoje zbrodnie kwitował najbardziej irytującym śmiechem w historii japońskich gier RPG? Tymczasem w "trzynastce", świetnie budowany scenariusz i relacje między bohaterami w pewnym momencie dostają zadyszki i po prostu się wypalają. To powoduje, że końcówka niczym specjalnie już nie zaskakuje i pozostawia spory niedosyt. A szkoda, bo potencjał był naprawdę ogromny i wystarczyło wprowadzić do scenariusza kilka dodatkowych postaci, które trochę by w nim namieszały. Wydawało się to wręcz konieczne, biorąc pod uwagę wykastrowanie wspomnianych wcześniej elementów decydujących o interakcji z otaczającym nas światem.

Na szczęście system walki jest na tyle dobry, że pozwala nam zapomnieć o „chorobach", jakie dopadły trzynastą odsłonę serii. Mimo iż Active Time Battles to tak naprawdę miks znanych i sprawdzonych rozwiązań, spisuje się tu znakomicie. Mamy więc znane chociażby z Xenogears punkty akcji, mamy nachodzące na siebie ataki zapożyczone z FFX-2 (postać może spotkać wroga po drodze do celu) i mamy świetny system odpowiedzialny za profesje naszych postaci (Paradigm Shift). Specjalnie nie przeszkadza nawet fakt, ze sterujemy tylko jedną postacią, choć przydałoby się coś w rodzaju gambitów z FFXII, gdyż sterowani przez konsolę kompani nie grzeszą momentami inteligencją. Podczas walk wspomnianymi profesjami, możemy a nawet musimy żonglować, dobierając najkorzystniejszy w danym momencie schemat i dostosowując strategię do panujących na polu walki warunków. Do łask powrócił także pasek ATB, na którym mamy teraz do dyspozycji kilka slotów, decydujących o tym ile punktów akcji możemy zużyć w danej turze (jeden slot to jeden punkt akcji). Po napełnieniu się paska, musimy tylko wybrać odpowiednie komendy i oglądać efekty przeprowadzonych działań. Atak zużywa np. jeden punkt, ale już silny czar zabiera ich adekwatnie więcej (w grze zrezygnowano całkowicie z punktów MP).
Strony: 1 2

























34 odpowiedzi do wpisu “Recenzja: Final Fantasy XIII (PS3)”
Mam, kończę, liniowa jak ch*j - ogólnie jest nuda na maxa idź zbieraj, pakuj i walcz nic poza tym. Historia? Raczej nudna jakieś smuty o miłości i znów ratowanie świata. Ogólnie naprawdę gra jest przepiękna ale strasznie nużąca na dłuższą metę. Mam chapter 10 czy 11 i naprawdę nie chce mi się w to już grać
Ciężko mi poważnie potraktować recenzję, której autor robi błędy w tak podstawowych kwestiach jak imiona.
autokorekta zmieniła mi na Titusa, poprawione
Yhm ... raczej Tidus.
A ja mam i gram jestem w chapter 9 ..... nie jest tak zle.. moglo byc lepiej ... ale gra i tak zarobi bo fanow swoich ma... i Square Enix dopnie swego.... POZDRAWIAM PS. FF VII the best !!
FFXIII to kpina. Czasy dobrych fajnali się skończyły.
Mi brakuje właśnie tego biegania po rozległych obszarach i niemiłosiernego tłuczenia potworów by uzbierać niezbędną ilość exp aby wbić kolejny lvl. W FF XIII pobiegać co najwyżej mogę na skromnej planszy by pozbierać punkty CP a kiedy uzbieram ich wymaganą ilość to wymaksuje w Crystarium każdą profesje dla danej postaci jedynie do poziomu na jaki zezwolili twórcy na dany etap gry (to mnie najbardziej razi w tej części FF). Przy poprzednich Finalach zdarzało mi się nocki zarywać a przy 'trzynastce' pogram 2-3h i odstawiam grę na kolejny dzień. Całościowo to gra cieszy oczy poza tymi kilkoma minusami. Miłośnik serii na pewno w nią zagra. Mój kolega który nigdy nie miał styczności z serią FF a jedynie słyszał o niej ode mnie to po zagraniu i przejściu 4 rozdziałów skwitował ją tak "nie wiem co Ty w tym widzisz, nudne to ale chociaż graficznie wygląda super".
W grę nie grałem ale dobrych, rzeczowych opinii o grze nie słyszałem. Totalny zawód i absolutnie zmarnowany wysiłek wpompowany w grafikę a nie gameplay. Muszą sobie panowie ze Square przemodelować mózgi.
zagraj, zanim zaczniesz wieszac psy. To dobry zwyczaj - wiedziec, o czym sie pisze.
gdybym nie dostał tej gry w prezencie to czytając te wszystkie recki nigdy bym jej nie kupił, a tu jestem bardzo miło zaskoczony, ciekawy system walki, historia, jestem w 7h gry, liniowość mi tak nie przeszkadza jak by mi się na początku wydawało(przynajmniej jest na co popatrzeć a nie jak w takim dragon age którego po 2h rozgrywki oddałem za store credit). Polecam
hehe typowe ... łatwo, liniowo byle ŁADNIE . juz wogole pomine tekst o D A
meiyer poniżej opisał doskonale co myślę na temat da w którym umowna nieliniowość jest gorzej zrealizowana od kompletnego braku liniowości w 13tce
Siódemka siódemka najlepszy final jaki był i jest
Pozdro
"muzyka pięści uszy" - To musi boleć :E
xD dobree
A mnie się gra bardzo uczciwie podoba. Liniowość? Ja chcę historię. Bo ja bardzo lubię takie eee Dragon Age - ratuj świat, nadchodzi zło... ale wcześniej spokojnie wykonaj te 999 questów, na pewno zdążysz - wróg zaczeka przed zniszczeniem świata
. Nikt nigdy o tym nie pomyślał o tym absurdzie he?
Poza tym niezły system walki i fabuła.
Wysoko cenie tę pozycję. Podoba mi się i już
Wydaje się ,że Square poszedł na łatwizne i kase graczy (w szczególności fanów seri). Dla mnie seria skończyła sie na częsci dziesiątej. Ludzie olejcie tą część, lepiej zagrajcie w Star Ocean 4( mam nadzieje, że Versus będzie lepszy skoro robią go ludzie od KH).
Ty tak na poważnie z SO4? ._.
Ja tam dostaje apopleksji jak mi gra przełącza skład na Hope + ktokolwiek...


Emo-usterka tej postaci jest tak irytująca jakbym czytał posty dzieci neostrady na onecie... ehhh... no na maxa mnie irytuje...
Podobnie jest z początkowym (chyba do 7 czy 8 chaptera) zachowaniem Lighting... No jakbym miał taka pannę to bym chyba udusił (choć nigdy na kobietę ręki nie podniosłem). Jeśli (a tak pewnie jest) charaktery tych postaci zostały celowo doprowadzone do kresów emocjonalnego hypa to udało się to znakomicie... We mnie emocje aż się gotują jak wysłuchuje tekstów i patrzę na zachowania Hopa i jego spierdolonej emocjonalnie psychiki niedojebanego gówniarza. Podobnie jest z Light. Dupa uważa że ma rację we wszystkim co robi i z góry ocenia inne postacie aż w którymś momencie w jednej ze cut-scenek dochodzi do wniosku ot tak, że jednak to ona jest w "czarnej dupie" i najchętniej by się rzuciła z krawężnika... Masakra...
Szkoda śmierci matki Hopa... Mogłaby być niezła postać (znacznie lepsza niż Hope)... "Moms are tough"
Vanille - hehe... dziewczynka słodka jak wanilia... dam sobie odrąbać nogi przy dupie, że nadal czyta Bravo Girl
No i nasz czarnoskóry przyjaciel - świetne uzupełnienie drużyny... poprawia mi humor...
Snow... Pompatyczny bohater... Bardzo fajnie wyrzeźbiona postać. Jest OK.
No i ogólnie...
Tak jak w recenzji...
Za mało wolności... Reszta ujdzie...
pozdro.
to tylko potwierdza jak swietnie zrealizowani sa bohaterowie. nikt bowiem nigdzie nie napisal ze maja sie podobac i byc lubiani
hehe jak wiem Afroamerykanin zawsze jeden, zawsze zabawny
Jak czytam niektóre komentarze to normalnie aż ciężko mi uwierzyć że ktoś z was w ogóle grał w poprzednią część serii ;P. No chyba tylko w 12 bo jedynie ta część charakteryzowała się "małą" liniowością. Każdy Final jest liniowy był i będzie(?)...Co wy uważacie, że gra już nie jest liniowa jak bohater może sobie pobiegać wokół Midgar i trzaskać Mobki? Rozczaruje was bo potem mimo to musi udać się prosto do wyznaczonego miasta bo inaczej fabuła nie pójdzie do przodu...Co do bohaterów to w którym Finalu nie było jakiegoś emo zgreda co to miał załamanie psychiczne i liczne kompleksy życiowe?(Cloud, Squall, Tidus itd itd...).
.
Co prawda mogli się bardziej postarać bo gra ma pewne niedociągnięcia no ale żeby zaraz pisać że shit? Albo że walka polega na naciskaniu jednego guzika? Em...w 12 nawet tego nie trzeba było robić to tak w ramach przypomnień
Co do walki to trzeba się czasami wysilić, nie raz padałem podczas chociażby zwykłych potyczek bo źle ustawiałem "joby".
Recenzja jest ok, autor tu opisał to co konieczne, plusy i minusy. Jest w porządku
.
z tym jednym guzikiem to zgadza sie jak wszystko jest ladnie ustawione... ale wtedy z przyjemnoscia patrzymy jak nasi naparzaja te stworki... cos pieknego.
"Żadnych dodatkowych miejscówek, żadnych subquestów, żadnych mini gierek" a po paru zdaniach ( Grand Pulse ) "Szybko okazuje się też, że teren wcale nie jest taki duży a jedyną jego atrakcją są subquesty polegające na ubijaniu kolejnych potworów" to wkoncu są czy ich niema tekst niespójny.
Zdanie o braku subquestów pojawiło się w pierwszej części tekstu u gdzie opisywałem plansze, w których poza prostą drogą do celu nie ma żadnych atrakcji. Drugie cytowane przez Ciebie zdanie dotyczy końcowych fragmentów gry i jak sam zauważyłeś obszaru o nazwie Grand Pulse. Czytaj uważnie.
To napisać ze zdecydowaniem... czytałem uważnie. Pisanie o braku subquestów w załozeniu autora jest na minus gry a w koncówce gry są subquesty i jest ok . To zrozumiałe jest , iż tekst "Żadnych dodatkowych miejscówek, żadnych subquestów, żadnych mini gierek" jest nienamiejscu albo cos jest albo niema mozna sie tak samo pokusić o stwierdzenie gra jest fajna ale głupia gdzie tu sens?
"Wszystko wygląda naprawdę pięknie, ale ile można podróżować po mapach, w których praktycznie każda odnoga kończy się po chwili ślepym zaułkiem? Wrażenia te potęguje mapka, która jest namacalnym dowodem braku finezji w designie kolejnych lokacji. Żadnych dodatkowych miejscówek, żadnych subquestów, żadnych mini gierek. Jedyną atrakcją podczas wędrówki po schematycznych mapach są teksty rzucane od czasu do czasu przez naszych towarzyszy niedoli." - dla mnie to jest oczywiste, że tyczy się to terenów w których poruszamy się jak "po szynach".
"Ratunkiem dla niektórych z Was może okazać się Grand Pulse, czyli przestrzeń, która do złudzenia przypomina Calm Lands z Final Fantasy X. To tutaj możemy w końcu dosiąść Chocobosa i poczuć wiatr we włosach galopując po okolicznych stepach. Szkoda tylko, że możliwość taką dostajemy dopiero pod koniec gry. Szybko okazuje się też, że teren wcale nie jest taki duży a jedyną jego atrakcją są subquesty polegające na ubijaniu kolejnych potworów." - a ten dotyczy terenu zwanego Grand Pulse, do którego dostęp mamy pod koniec gry. Jeśli jednak, jest to dla Ciebie niezrozumiałe, postaram się w przyszłości pisać bardziej "zdecydowanie". Pozdrawiam.
nudna gra i tyle
jesli chodzi o liniowosc...liniowosc fabuly - ok - nie przeszkadza mi to - autor ma do przekazania konkretna opowiesc - spoko
ale irytuje mnie liniowosc, monotonnosc i pustka lokacji
jestesmy wrzuceni w dana lokacje - na poczatku jest fajnie, ale potem przez 30min/1h jestesmy zmuszeni do poruszania sie po takich samych/tak samo wygladajacych lokacjach
design poziomow jest switny, ale starcza to na 50m sciezki, a potem level designer robil chyba kopiuj/wklej...
nuzace i irytujace...poza tym gra jest bardzo fajna
Patrzę na tą recenzję i według tego co można wyczytać o zaletach i wadach, gra zasługuje GÓRA na naciągane 7 a nie -8, no bez jaj..
Do wszystkich fanów serii, którzy zastanawiają się nad kupnem:
Gra dopracowana pod każdym szczegółem. Jedyna "wada" to to że jest po prostu inna. Doskonałe przerywniki, które nie nudzą. Pograłem "chwilę", a po sprawdzeniu okazało się, że ukradła mi 60 godzin życia. Większość recenzji które przeczytałem okazały się wyssane z penisa. Dobrze, że kupiłem grę przed premierą. Bo po przeczytaniu tych bzdur nigdy bym się nie zdecydował. Dla mnie 10/10. Dodam że przeszedłem FF VII-X, XII i uważam iż FF XIII nie odbiega jakością i grywalnością od serii.
W każdym FF była jest i będzie liniowość, to prawda jest na początku trochę nudny. mi sie podobały wszystkie finale, i polecam wszystkim fanom serii FF żeby pierwsze troche pograli i sami wystawili opinię. pozdro.
Moim zdaniem muzyka w tej części jest straszna, zupełnie nie oddaje klimatu poszczególnych lokacji. Przydałby się Nobuo-san =]
Gram, jestem w 9 chapterze
Liniowa co prawda jest, ale który final nie był? 
Za to fabuła jest świetna a Cutscene'y, muzyka, czy grafika po prostu świetne;) Tak mało czasu, a człowiek by grał i grał
Polecam, gra dla fanów serii
Chcesz, żeby przy twoim komentarzu też pojawił się avatar? Wgraj swój obrazek na Gravatar.com. Pamiętaj, aby podać ten sam adres e-mail, który podajesz w formularzu wysyłania komentarza.