
>> Jest taki obszar na Atlantyku, który od wielu lat cieszy się złą sławą, wzbudzając wśród wielbicieli zjawisk paranormalnych chorą fascynację. To właśnie Trójkąt Bermudzki położony między Miami, Puerto Rico i Bermudami jest źródłem katastrof lotniczych, zniknięć statków i tajemniczych znaków na niebie, o których pisał nawet Krzysztof Kolumb. Jedni przypisują to anomaliom atmosferycznym, inni potworom morskim, zaś Ci najbardziej szaleni opowiadają o czarnej dziurze, w której czają się przybysze z kosmosu polujący na żeglujących tam rybaków. Widać w Capcom komuś bardzo spodobał się ten pomysł, bo Dark Void osadzony został w podobnych realiach, chodź główny bohater z rybakiem ma niewiele wspólnego...
Kosmiczne jaja.
Will, bo tak ma na imię nasz heros, podczas przelotu nad wspomnianym we wstępie trójkątem zostaje wciągnięty do tytułowej próżni (Void), w której czekają na niego hordy kosmitów (The Watchers) uważających się za ojców całej ludzkości. Oczywiście jak przystało na obcą rasę odwiedzającą nasz padół ziemski, nie przylecieli oni w celach rekreacyjnych a z zamiarem puszczenia wszystkiego z dymem. Oby jednak nadać historii kolorytu autorzy wrzucili do gry niewiastę o imieniu Ava, która jak się zapewne domyślacie zadba o miłosne uniesienia. Razem z Willem trafi do ruchu oporu (The Survivors), który broni naszą planetę przed najeźdźcą z kosmosu. O ile z początku historia wydaje się prosta jak konstrukcja cepa, w dalszej fazie gry, nie zabraknie kilku mocnych zwrotów akcji, retrospekcji, teorii spiskowych dziejów czy nawiązań do naszej bogatej historii. Fani twórczości Kojimy raczej nie zapieją z zachwytu, ale trzeba przyznać, że fabuła spełnia swoje zadanie.

Prawie jak Nathan.
Niestety, jeśli chodzi o pozostałe elementy to nie jest już tak kolorowo. Patrząc na oprawę graficzną ma się momentami wrażenie, że cofnęliśmy się kilka lat wstecz. Weźmy dla przykładu początek gry. Dwójka bohaterów przedzierająca się przez dżunglę, bujna roślinność, starożytne świątynie czy wodospad majaczący w tle, to obrazy żywcem przeniesione z pierwszej części Uncharted. Jednak po odpaleniu produkcji Naughty Dog (która pojawiła się na rynku ponad dwa lata temu) autorzy Dark Voida powinni spalić się ze wstydu. Nawet ciężko porównać tą grę do ubogiego krewnego, bo podejrzewam, że twórcy Uncharted za żadne skarby nie przyznaliby się do takiego podrzutka. Graficznie to produkcja o kilka klas niższa a jej największym atutem są plansze, w których nie trzeba oglądać wszystkiego z bliska. Nie pomaga tu nawet komiksowa stylistyka i filtry, którymi próbowano zakryć wszelkiego rodzaju niedociągnięcia. Owszem fajnie oddano mimikę twarzy, ale sama animacja postaci jest strasznie sztywna i nienaturalna. Przy całym tym „przepychu" zwolnienia animacji to już śmiech na sali i kolejny dowód potwierdzający nieudolność programistów. Złego słowa nie można powiedzieć jedynie o muzyce, która przywodzi na myśl kinowe mega-produkcje i pozwala wczuć się trochę w klimat gry.

Światełko w tunelu.
Zerżnięty system osłon, klawiszologia, przemodelowane nieznacznie ikonki czy w końcu dialogi, w których Will stara się być zabawny jak Nathan a Ava zgryźliwa jak Elena to też jak w mordę strzelił Uncharted. Niestety każdy z tych elementów (no może poza niektórymi dialogami) to tylko nieudolna kopia pierwowzoru. Przeciwnicy jak na kosmitów przystało są tylko mięsem armatnim, które przy bliższym kontakcie z bohaterem dostaje małpiego rozumu. Jakby dla utrudnienia (i sfrustrowania gracza) wrzucono nam czerwony ekran, który wali po gałach, za każdym razem, gdy natrafimy na celny ostrzał wroga. Trzeba jednak szczerze przyznać, że pomimo tych wszystkich wad gra się momentami całkiem fajnie. Spora w tym zasługa dynamicznej rozgrywki, która praktycznie nie pozwala nam podumać nad koszmarnymi teksturami. Nie zabrakło też iście filmowych scen, jak np. przedzieranie się przez pokład wiszącego nad przepaścią statku, od którego co i rusz odpadają kolejne elementy. Lewitowanie na platformach, mozolna wspinaczka, hordy wrogów napierających ze wszystkich stron i spadające elementy wraku są w stanie podnieść nam trochę ciśnienie. Niestety takich momentów nie uświadczycie zbyt wiele i gdyby cała gra opierała się tylko na misjach chodzonych mielibyśmy produkcję na 5 bez plusa. Na szczęście im dalej w las tym rozgrywka robi się atrakcyjniejsza a gdy na naszych plecach pojawi się promowany w trailerach jetpack, zaczyna się w końcu przyzwoita jazda.

Deseru nie będzie.
Praktycznie zaraz po tym jak dostajemy odrzutowy plecak dżungle zastępuje sceneria rodem z wielkiego kanionu a nasz bohater w masce Iron Mana zaczyna robić trzodę na otwartej przestrzeni. W tym momencie gra zaczyna zgrabnie łączyć elementy chodzone z powietrzną strzelaniną, dając nam nawet możliwość przejęcia kontroli nad wszelkiego rodzaju statkami (zarówno obcych jak i naszych sojuszników). Szkoda tylko, że w pewnym momencie dochodzimy do wniosku, że przygody Willa niczym nas już nie zaskakują, powielając wciąż ten sam schemat (doleć/dojdź do celu, zniszcz wszystko, co się rusza i zakończ misję). No chyba, że zróżnicowaniem nazwiemy możliwość przestrzelenia zamka w drzwiach... Trzeba też zaznaczyć, że Dark Void jest sztampowym przykładem gry na jeden raz. Producenci nie dali nam praktycznie żadnej motywacji do przeczesywania zakamarków "Próżni". Na odnalezienie czeka zaledwie kilkanaście pamiętników (przybliżających trochę fabułę) oraz kulki energii, za która możemy ulepszyć odrzutowy plecak i broń (trzy levele poprawiające przeważnie celność, dynamikę i siłę ostrzału). Dodajmy też, że w grze nie uświadczymy żadnego trybu multiplayer, co automatycznie skraca jej żywotność. Kampania dla pojedynczego gracza to trzy rozdziały (plus prolog), których ukończenie zajmie nam jakieś 8-9 godzin.

W wykastrowaną wersję Uncharted na jetpacku, zdecydowanie da się pograć, ale nie oczekujcie żadnych cudów. Capcom bardzo chciał, aby ta produkcja stała się hitem, niestety dobrze zmontowane trailery nie są w stanie zapewnić takiego statusu. Nie wiem doprawdy, co developerzy robili przez te 2-3 lata prac. [guger]
platforma: PlayStation 3
nośnik: Blu-ray Disc
HDD: brak instalacji
developer: Alright Games
wydawca:Capcom
gatunek:Strzelanina
premiera: 21.01.2010
Lokalizacja: brak
PEGI: 16+
gracze: offline 1, online brak
zalety: dynamiczna rozgrywka, muzyka, filmowe momenty
wady: tekstury, zwolnienia animacji, monotonna, misje "chodzone"
WERDYKT: 7=
Podobne wpisy:
- Nadlatują dodatki do Dark Void- Problematyczne demo Dark Void
- Demo Dark Void już jutro
- Dante’s Inferno DLC
- Aktualizacja PS Store 07/01/10 (EU)





























16 odpowiedzi do wpisu “Recenzja: Dark Void (PS3)”
Troszkę przesadziliście z tą oceną...gra jest warta maksymalnie "5"
Popieram max 5
Dokładnie 7 to za duzo ...
BŁAGAM!! "chordy kosmitów" no proszę was bardzo.. dalej nie czytam bo się boję "chord" literówek... polecam słownik jakiś w Firefox'a wrzucic...
"anomalią pogodowym" tez mowimy nie :]
Po co oceniać gry w skali 1-10 skoro crapy dostają 7? Nie rozumiem czemu recenzenci boją się wlepiać niskie oceny. Ocenianie gier powinno być na tyle surowe, żeby te najlepsze produkcje, czyli od 7,5 w górę mogły się wyróżniać wśród tych beznadziejnych.
.Też uważam że 7 za dużo to jest za taki crap.
Wszyscy graliście w pełny produkt, że tak śmiało go oceniacie?
A co może się zmienić w dalszej części gry w mechanice latania i strzelania? Osoby, które grały w pełną wersję zgodnie twierdzą, że gra nie oferuje nic nowego im bardziej w głąb.
Tak trudno wam pojąć, że ktoś może mieć odmienne zdanie? 3/4 serwisów ocenia DV na 6/10, to u nas też musi być 6/10? Ludzie, każdy może ocenić grę jak tylko mu się podoba. Dla jednych to będzie 5/10, a dla innych 8/10. Uszanujcie to.
Mnie tam gra się podobała. Fakt, etapy naziemne są do bani, a pierwsze 3 godziny gameplay'u to taki Uncharted dla ubogich, ale potem DV się rozkręca. Jak już nauczymy się płynnie przechodzić z lotu w zawis, a potem w naziemną eksploreację, i wykorzystamy wszystkie możliwości Willa podczas misji, to okazuje się, że DV potrafi dostarczyć sporo frajdy. Chłopaki, krzyczycie, że gra to crap, ale szczerze powiedzcie - graliście w nią, że tak mówicie? Jasne, że nie jest to żaden hit. Ale kit to na pewno też nie jest.
Pozdrawiam
W pełną wersję nie miałem okazji pograć, ale po demie jestem dobrej myśli! Na pewno nie jest to hicior - porównywanie z Uncharted jest raczej zbędne. Fakt, mechanika czyni gry bliźniacze gatunkowo, a i postacie mają wiele cech wspólnych, ale co w tym zaraz złego. Klimacik i charakter DV ma swój własny. Nie każda zaraz gra musi być wielka!
Cieszmy się nimi jakimi są i nie przesmradzajmy zbytnio jeśli nie ostrzymujemy zawsze dzieła absolutnego!
Pozdrawiam!
PS: Ocena jak najbardziej prawdopodobna. Z ostatecznym osądem poczekam do osobistego ogrania.
PS2: Przepraszam za literówkę powyżej! (to tak na wypadek linczu ze strony userów-strażników czystości języka!
doomny zgadzam się , gra warta conajwyzej 6
10/10
Wrażenia po demie: przyjemna i solidna gierka. Pewnie nie kupię, ale pożyczę od kumpla z pewnością.
Chcesz, żeby przy twoim komentarzu też pojawił się avatar? Wgraj swój obrazek na Gravatar.com. Pamiętaj, aby podać ten sam adres e-mail, który podajesz w formularzu wysyłania komentarza.